Przechlewo. Półfinał wojewódzki w halowej piłce nożnej chłopców

November 17th, 2006

Nie udało się młodym piłkarzom ze Starego Gronowa, zwycięzcom turnieju powiatowego, awansować do finału wojewódzkiego w halowej piłce nożnej chłopców.
Półfinał rozgrywek odbył się w ubiegły piątek w hali sportowej przechlewskiego Zespołu Szkół. Turniej z udziałem trzech zespołów wygrali piłkarze z Jezierzyc, faworyci rozgrywek, przed uczniami z Gostkowa i Starego Gronowa. Mistrzowie naszego powiatu dość pechowo przegrali jedną bramką z Gostkowem mecz o wejście do grupy 10 najlepszych zespołów uczniów szkół wiejskich w województwie. Każda drużyna otrzymała puchar ufundowany przez dyrekcję Zespołu Szkół w Przechlewie. Turniej sędziował Zenon Miszczyszyn. A już jutro o godz. 10 na parkiet przechlewskiej hali sportowej wyjdą uczestnicy Mistrzostw Województwa Uczniów Szkół Wiejskich w Halowej Piłce Nożnej Chłopców, zaliczanych do punktacji ogólnej Igrzysk Młodzieży Szkolnej. W turnieju zagra 10 zespołów, w tym gospodarze rozgrywek. Mecze odbędą się w grupach systemem każdy z każdym 2×5 minut. Najlepsi otrzymają puchary, medale i dyplomy igrzysk ufundowane przez Wojewódzki Szkolny Związek Sportowy w Gdańsku.
- Zawsze jesteśmy bardzo zadowoleni z organizacji zawodów w Przechlewie ? stwierdził Zbigniew Gajewski, szef WSZS w Gdańsku. – Podobne zdanie mają uczestnicy tych imprez.

Autor artykułu: MARRUT

Grozi nam strajk generalny pocztowców

November 16th, 2006

Listonosze z Gdańska zawiesili protest do poniedziałku. Jeśli do końca tygodnia dyrekcja Poczty Polskiej nie przedstawi im konkretnych rozwiązań dotyczących podwyżek płac rozpoczną strajk generalny w całej Polsce. Kolejne rozmowy już jutro w Warszawie.

- Rządami podwyżki wynagrodzenia do 2,5 tys. zł brutto dla “starych” pracowników i 1,7 tys. dla pracowników na okresie próbnym – mówi Jacek Drążek, wiceprzewodniczący NSZZ “Solidarność” Poczty Polskiej.
Gdańscy listonosze (po prawie trzech dniach strajku) zawiesili protest do poniedziałku. Czekają na kolejną turę rozmów z dyrekcją Poczty Polskiej. Jeśli nie zgodzi się ona na podwyższenie ich zarobków czeka nas strajk generalny. Doręczyciele chcą podwyżki o 500 złotych.
Dyrekcja zgodziła się na większość postulatów listonoszy związanych z zapewnieniem im godziwych, bezpiecznych warunków pracy. Pomimo całodziennych rozmów w Urzędzie Pocztowym nr 6 w Gdańsku Wrzeszczu nie udało się wczoraj zawrzeć kompromisu w sprawie podwyżek.
- Dyrekcja była bardzo chętna do rozmów jednak kiedy doszło do tematu o pieniędzy okazało się, że nasze żądania są zbyt wygórowane – mówi Jacek Głogowski, członek komisji zakładowej „Solidarność” Poczty Polskiej. – W poniedziałek jedziemy do Warszawy. Mamy nadzieję, że dostaniemy konkretne propozycje. W przeciwnym wypadku rozpoczniemy strajk w całym kraju.
Listonosze żądają podwyżki wynagrodzenia do 2,5 tys. zł brutto dla etatowców i 1,7 tys. dla pracowników na okresie próbnym. Obecnie listonosz podejmujący pracę dostaje na rękę ok. 700 zł.
Już wczoraj popołudniu część listonoszy wyruszyła w teren. Starali się nadrobić zaległości powstałe z powodu strajku.
- Będziemy roznosić przesyłki do późnego wieczora – stwierdził Jacek Głogowski. – Emerytury i renty będzie można jeszcze dzisiaj odbierać w urzędach pocztowych. Nie uda nam się po prostu dotrzeć do wszystkich.
- Najważniejsze, że poczta wreszcie dociera do mieszkańców – powiedział Jacek Przyborski, rzecznik Poczty Polskiej w Gdańsku. – Poważnie traktujemy problem i mamy pełne zrozumienie dla naszych listonoszy.
Wszystko zaczęło się w poniedziałek. W teren nie wyszło ponad 200 listonoszy z całego Gdańska. Pracę przerwali pracownicy z urzędów na Zaspie, Przymorzu, Siedlcach, Morenie, Oliwie i Starym Mieście.
- Nikt z nas tego nie planował. Przelała się po prostu szala goryczy – Bartosz Kantorczyk, listonosz z urzędu Pocztowego nr 18 na ul. Kartuskiej. – Dostaliśmy ostrzeżenie od dyrekcji za to, że nie roznieśliśmy ulotek wyborczych. Nie zrobiliśmy tego po prostu z braku czasu. Wypowiedź dyrektora zabrzmiała jak groźba. Konsekwencją nie rozniesienia druczków mogło być nawet zwolnienie z pracy.
Do strajku przyłączyli się listonosze z innych miast Pomorza. W Tczewie w rejon nie wyszło 22 doręczycieli przesyłek.
- Tak dłużej nie może być – mówi jeden z listonoszy. – Pracujemy często po 12 godzin i dłużej. Do roznoszenia mamy nie tylko przesyłki pocztowe, ale i mnóstwo ulotek reklamowych. Za ich dostarczanie na rękę i to z premią mamy najwyżej po 100 złotych. Za sporo rzeczy w ogóle nie mamy zapłacone. Większość z nas pracuje już ponad 20 lat. Jest wśród nas dużo kobiet. Jak ktoś zachoruje, to kolega przejmuje jeszcze jego rejon…
Wejherowscy listonosze, solidaryzując sie z kolegami z Gdańska również przystąpili do akcji protestacyjnej. W teren nie wyszedł żaden z wejherowskich doręczycieli. Wszyscy przyszli jak zwykle do pracy, ale nie wykonywali swoich codziennych obowiązków.
Mieszkańcy Gdańska ze zrozumieniem potraktowali protest listonoszy.
- Słusznie robią. Powinni więcej zarabiać – powiedział Eugeniusz Szemiel, który na poczcie we Wrzeszczu odbierał właśnie swoją emeryturę. – Na Zachodzie mają jakieś elektryczne wózki, a nasi muszą wszystko nosić na piechotę.
- Dowiedziałam się, że musiałabym czekać dwie godziny. A ja przecież muszę iść do pracy – dodała Elżbieta Rydzkowska, która przyszła odebrać bardzo ważny list polecony. – Przyjdę jutro rano, może wtedy mi się uda.
Wiem, że pracują za grosze, a przecież to nie jest lekka praca. Muszą dźwigać takie ciężkie torby
Liczą straty
Poczta Polska liczy teraz straty jakie poniosła z powodu protestu listonoszy. Przesyłki nie dotarły do wielu firm. Nie rozniesiono też ulotek reklamowych.
- Jesteśmy świadomi i poniesiemy wszelkie konsekwencje finansowe – twierdzi Przyborski.
Konkurencja już czeka
Firma InPost wypowiedziała wojnę monopoliście – Poczcie Polskiej – i znalazła prawne kruczki, by ominąć ograniczenia. Wczoraj otwarto 800 punktów obsługi w 71 miastach Polski. Do końca roku ich liczba ma wzrosnąć do ponad 1000.
– Ceny na rynku wkrótce spadną – twierdzi Paweł Majtkowski, ekspert Expander. – List polecony, który dociera do odbiory następnego dnia, kosztuje w InPost 1,83 zł. Natomiast zwykły list kosztuje 1,22 zł. Co ważne, te jednolite ceny dotyczą wszystkich listów o wadze do 500 gramów.
- Poczta Polska nadal będzie jedynym dostawcą usług pocztowych, zwolnionym z 22-proc. stawki VAT. Tylko ona może też wrzucać listy i awiza do skrzynek pocztowych w budynkach wielorodzinnych. Nasi listonosze muszą pokonywać kolejne piętra w blokach, by zapukać do każdych drzwi – Rafał Brzoska, prezes firmy InPost.
Poczta Polska zatrudnia ok 100 tys. osób, z tego 25 tys. to właśnie listonosze. Rocznie dostarczają oni ok 1,5 mld listów, a druków bezadresowych około 1 mld sztuk. Regulamin pracy dla pracowników zatrudnionych w eksploatacji, czyli listonoszy, przewiduje zastosowanie systemu równoważnych norm czasu pracy. Dobowy wymiar czasu pracy może być przedłużony w niektórych dniach do 12 godz., przy jednoczesnym skróceniem go w innych dniach. Jak twierdzą sami listonosze często jest zupełnie inaczej.
Torba listonosza waży około 20 kilogramów. Przed wyborami była nawet o 10 kg cięższa.

Autor artykułu: Robert Kiewlicz

Słupsk. Porozumienie w świecie ciszy

November 16th, 2006

Proces o bestialskie zamordowanie głuchoniemej nastolatki ze Sławna może zostać przerwany. Dwaj oskarżeni – głuchoniemi – przez niedopatrzenie zdążyli się porozumieć co do zeznań w sprawie morderstwa.

Przez rok ich izolowano, aby nie mogli mataczyć, tuż przed procesem przez 15 minut przebywali w jednym pomieszczeniu i wtedy mieli ustalić wspólną wersję.
Nieoczekiwanie, tydzień temu, podczas rozprawy, jeden z nich wziął winę na siebie. Policjanci nadzorujący śledztwo oraz prokuratorzy są załamani – uważają, że rok ich pracy poszedł na marne. – Należy domniemywać, że oskarżeni dogadali się w trakcie procesu i wcześniej – twierdzi prokurator Piotr Nierebiński ze Sławna. – Przez rok śledztwa nie mieli kontaktu. Na obserwacje sądowo-psychaitryczne jeździli osobno. Tymczasem przed procesem w Koszalinie kwadrans byli w jednym pomieszczeniu i dowożeni byli jednym radiowozem.
Przypomnijmy: dwaj głuchoniemi zostali oskarżeni o zamordowanie 17-letniej Martyny. Według prokuratury, w mieszkaniu Marka Sydoruka doszło do kłótni pomiędzy dziewczyną a jej chłopakiem Robertem Lewandowskim. Podczas sprzeczki narzeczony ogłuszył ją, a potem wspólnie z kolegą poderżnęli jej gardło. Ciało poćwiartowali i wyrzucili na śmietnik.

Tutaj dlasze infromacje dotyczące zaniedbania sądu

Autor artykułu: MARCIN KAMIŃSKI

Elbląg. Pogrzeb Tomasza Murkowskiego

November 16th, 2006

Setki mieszkańców Elbląga zgromadził wczoraj pogrzeb starszego sierżanta Tomasza Murkowskiego, który w sobotę zginął w Iraku. – Chciał, aby świat cieszył się pokojem – mówił o żołnierzu podczas mszy św. biskup polowy, gen. dyw. Tadeusz Płoski.

W uroczystościach pogrzebowych uczestniczyli m.in. prezydent Lech Kaczyński i Radosław Sikorski, minister obrony narodowej.
Mszę żałobną w elbląskiej katedrze pw. św. Mikołaja koncelebrował biskup polowy, gen. dyw. Tadeusz Płoski. Na pogrzebie byli m.in. prezydent RP Lech Kaczyński i Radosław Sikorski, minister obrony narodowej.
Tomasz Murkowski zginął 11 listopada w wybuchu bomby-pułapki w pobliżu Al Kut.
- To olbrzymia tragedia dla wszystkich – mówi kpt. Zbigniew Tuszyński, rzecznik prasowy dowódcy 16 Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej w Elblągu. – My, żołnierze, straciliśmy wspaniałego kolegę, człowieka, który po raz drugi uczestniczył w misji w Iraku. Znałem go prywatnie, więc mam nie tylko odczucia zawodowe, ale czysto osobiste. Nie spotkamy się już więcej, nie porozmawiamy, nie spytam, jak było na tej siódmej zmianie.
Tomasz Murkowski został ośmiertnie odznaczony Orderem Krzyża Wojskowego i awansowany na stopień starszego sierżanta.
- W pewnym momencie Gosia, czyli żona, i dzieci na moment zostali sami w tłumie ludzi. Laura zasłabła i nie miał kto jej udzielić pomocy – opowiada Agnieszka Wójcicka, przyjaciółka żony st. sierżanta Murkowskiego. – Wyglądało to tak, jakby wszyscy byli bardziej skupieni na obecności prezydenta. Dopiero jakiś żołnierz wezwał pomoc.
Podczas uroczystości pogrzebowych Lech Kaczyński powiedział, że “niedawno podpisał decyzję o przedłużeniu obecności polskiego wojska w Iraku”. – W imię interesu walki o pokój, walki ze złem – mówił prezydent.
Kilka godzin później Maciej Łopiński, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP sprecyzował, że chodzi o zeszłoroczną decyzję prezydenta, przedłużającą pobyt naszych wojsk na 2006 r.
Dzisiaj do Polski ma przylecieć mł. chor. sztab. Mariusz Korner, ranny w wypadku, w którym zginął Tomasz Murkowski.

Autor artykułu: JACEK SKROBISZ

Fota idzie z częściami na parkiet

November 15th, 2006

Jeszcze w tym roku na warszawską giełdę trafią akcje gdyńskiej firmy Fota SA. Spółka planuje z oferty publicznej 2,9 mln akcji pozyskać niecałe 100 mln zł, które przeznaczy m.in. na przejęcia dystrybutorów części zamiennych w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej.

Już dziś jesteśmy jednym z największych dystrybutorów części zmiennych do samochodów osobowych i ciężarowych w Polsce. Zamierzamy przyśpieszyć nasz rozwój i zwiększyć udział w rynku dzięki środkom pozyskanym z publicznej emisji nowych akcji i debiutowi na giełdzie – mówi Bogdan Fota, prezes Fota SA.
Debiut planowany jest na grudzień. Spółka zaoferuje 2,916 mln akcji nowej emisji których cena maksymalna wynosi 35 zł. Oferta będzie podzielona na dwie transze. W transzy inwestorów indywidualnych zaoferuje 586 tys. akcji, a w transzy inwestorów instytucjonalnych 2,33 mln akcji. W rękach nowych inwestorów znajdzie się ponad 30 proc. kapitału zakładowego i prawie 26 proc. głosów na WZA spółki. Spółka szacuje, że po odliczeniu kosztów, wpływy z emisji wyniosą około 76 – 96 mln zł. Około połowy wpływów Fota zamierza zainwestować w konsolidację rynku dystrybutorów części zamiennych w Polsce i niektórych krajach Europy Środkowo-Wschodniej poprzez przejęcia i inwestycje.
- Obecnie spółka prowadzi rozmowy z dystrybutorami części samochodowych dotyczące udziału tych podmiotów w tworzonej przez spółkę grupie kapitałowej, w tym z Behamot sp. z o.o. – napisano w prospekcie emisyjnym.
Gdyńska firma chce zainwestowaći 3,5 mln zł, w zamian za objęcie 77 udziałów w podwyższonym kapitale zakładowym Behamot.
Fota powstała w 1990 r. Zajmuje się sprzedażą samochodowych części zamiennych. Zasięgiem działania obejmuje cały kraj. W 2003 roku wprowadziła na rynek własną markę części Kager, produkowanych przez czołowych europejskich producentów. W 2004 roku rozpoczęła budowę sieci warsztatów Leader Service Truck obsługujących samochody ciężarowe. W połowie ubiegłego roku firma przekształciła się w grupę kapitałową obejmująca zagraniczne spółki Fota Węgry, Fota Czechy i Fota Ukraina.

Harmonogram oferty publicznej
15-22 listopada – Proces budowy księgi popytu
15-22 listopada – Zapisy w transzy inwestorów indywidualnych
najpóźniej 23 listopada – Ogłoszenie ceny emisyjnej
23-24 listopada – Zapisy w transzy inwestorów instytucjonalnych
do 1 grudnia – Przydział akcji i zamknięcie subskrypcji

Autor artykułu: Jacek Klein

Gdańsk. LPP poprawia wyniki finansowe

November 15th, 2006

Gdański producent i dystrybutor odzieży LPP SA chce w przyszłym roku osiągnąć 1 mld zł przychodów. Za ponad 70 mln zł planuje zwiększyć sieć sprzedaży o ok. 70 sklepów. Na koniec przyszłego roku sklepów ma być 300 o łącznej powierzchni 155 tys. metrów kwadratowych. Obecnie sieć liczy 230 placówek o powierzchni 124 tys. metrów kwadratowych.

Ten rok grupa LPP zamierza zakończyć przychodami wysokości 820 mln zł. Zysk netto będzie jednak nieco niższy od prognoz.
- Skorygowana prognoza zakłada osiągnięcie przez grupę kapitałową 42 mln zł skonsolidowanego zysku netto – podało LPP.
Wcześniej spółka zapowiadała, że w tym roku zarobi 57 mln zł. Po trzech kwartałach grupa zanotowała jeszcze kilku milionową stratę. Zarząd firmy przewidywał, że na koniec września grupa wyjdzie na zero.
Wyniki finansowe mają się jednak poprawiać m.in. dzięki wysokiej marży ze sprzedaży odzieży marki Reserved. W październiku skonsolidowane przychody ze sprzedaży Grupy Kapitałowej LPP SA wyniosły 91 mln. zł i były wyższe od osiągniętych w analogicznym okresie roku ubiegłego o ok. 36 proc. Od początku roku wyniosły ok. 619 mln. zł i były wyższe o 15 proc. od osiągniętych po dziesięciu miesiącach roku ubiegłego.

Autor artykułu: (JKL)

Słupsk. Strefa ekonomiczna chce więcej

November 15th, 2006

Czy Słupska Specjalna Strefa Ekonomiczna szykuje ofensywę inwestycyjną? Do ministerstwa gospodarki trafił wniosek Pomorskiej Agencji Rozwoju Regionalnego w Słupsku (spółki zarządzającej SSSE – red.) o poszerzenie strefy ekonomicznej.

Zarząd PARR chciałby powiększyć obszar SSSE o ponad 270 ha. Największy przyrost ma dotyczyć kompleksu w Redzikowie koło Słupska, który z 33 ha miałby zostać powiększony do 163 ha.
PARR planuje również ofensywę w województwie zachodniopomorskim, chcąc zwiększyć obszar SSSE o blisko 140 ha: prawie 59 ha w Koszalinie, ponad 53 ha w Szczecinku i około 26,5 ha w Wałczu.
Ponadto niewielki przyrost (3 ha) ma dotyczyć największego kompleksu SSSE we Włynkówku koło Słupska.
Powiększenie SSSE jest możliwe dzięki nowelizacji ustawy o działaniu stref ekonomicznych. Na mocy ustawy całkowity obszar stref ekonomicznych został zwiększony z 8 do 12 tys. ha. Przy poszerzaniu obszaru stref kluczowym kryterium będzie inwestor chętny do działania na powiększonym obszarze strefy ekonomicznej. Ponadto minister gospodarki będzie się kierował wartością potencjalnych inwestycji oraz ilością wygenerowanych miejsc pracy.
- Dlatego dziś trudno jest powiedzieć w jakim stopniu nasze plany zostaną zrealizowane – mówi Mirosław Kamiński, prezes PARR. – Przecież nie tylko my staramy się powiększyć obszar naszego działania. Niewykluczone, że resort gospodarki będzie musiał porównywać bardzo podobne wnioski.
Kamiński nie chciał zdradzić, czy i jakie firmy są zainteresowane poszczególnymi kompleksami SSSE.
- Na razie są to poufne informacje – dodaje. – Dopóki nie będzie decyzji inwestorów oraz ministra, nie mogę nic powiedzieć. Więcej szczegółów będę mógł podać prawdopodobnie za trzy, cztery miesiące, bo tyle potrwają procedury w tej sprawie.

Autor artykułu: (WŁ)

Czy doszło do molestowania w szkole?

November 14th, 2006

Kilkanaście dni po tragicznej śmierci Ani z Gdańska do naszej redakcji zadzwonił Czytelnik.
- Wiem, że w jednym ze starogardzkich gimnazjów lub w jego okolicach doszło do molestowania ucznia – powiedział, prosząc o anonimowość.

- Było to przed lub w trakcie lekcji wychowania fizycznego. Trzech uczniów rozebrało swojego kolegę z drugiej klasy gimnazjum. Zaczęli go dotykać w intymne miejsca, czasem bardzo boleśnie. Potem jeden z nich podał temu chłopcu do ust swoje przyrodzenie, a inni na to patrzyli i się śmiali. Wiem, że rodzice złożyli zawiadomienie na policji. Proszę zająć się tą sprawą, bo to niesłychane, do czego dochodzi w starogardzkich szkołach.
Starogardzka policja jest bardzo powściągliwa w informowaniu o tej sprawie.
- Do naszej komendy wpłynęło zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa naruszenia nietykalności cielesnej ucznia przez rówieśników – mówi st. sierż. Angelika Kreft z policji w Starogardzie Gd. – Wyjaśniamy wszelkie okoliczności powyższego zdarzenia.
Dodajmy, że niedawno do starogardzkiego sądu ds. nieletnich trafiła inna sprawa dotycząca wydarzenia w miejscowym Gimnazjum nr 1. Sąd zbada, czy w damskiej toalecie, jeden z uczniów tej szkoły zmusił młodszą koleżankę do dotykania jego intymnych części ciała. Chłopak nie przyznał się do tego. Sprawę zgłosił policji ojciec dziewczynki.
Podobne zdarzenia policja odnotowała w powiecie starogardzkim kilkakrotnie. W gminie Skarszewy 10-letni chłopiec chciał, aby 7-latek dotykał jego intymnych części ciała. Nie doszło do tego. W Zblewie kilku nieletnich kazało 7-letniemu chłopcu rozebrać się, bo chcieli, by dotykał on swoim narządem płciowym słupka na boisku do gry.

Autor artykułu: (MJ, ME)

Strajk z powodu wyborczych ulotek

November 14th, 2006

Wczoraj w teren nie wyszło ponad 200 listonoszy z całego Gdańska. Pracę przerwali pracownicy z urzędów na Zaspie, Przymorzu, Siedlcach, Morenie, Oliwie i Starym Mieście.

Nikt z nas tego nie planował. Przelała się po prostu szala goryczy – Bartosz Kantorczyk, listonosz z urzędu Pocztowego nr 18 na ul. Kartuskiej. – Dostaliśmy ostrzeżenie od dyrekcji za to, że nie roznieśliśmy ulotek wyborczych. Nie zrobiliśmy tego po prostu z braku czasu. Wypowiedź dyrektora zabrzmiała jak groźba. Konsekwencją nierozniesienia druczków mogło być nawet zwolnienie z pracy.
- Już teraz przesyłki przychodzą do urzędów z 10, a nawet 14 dniowym opóźnieniem – dodaje Jacek Głogowski z Komisji zakładowej “Solidarności” Poczty Polskiej. – My musimy nadrabiać te spóźnienia. W takich warunkach jest bardzo ciężko pracować. Wygląda to na celowe działanie. Jakby ktoś chciał rozbić firmę od środka.
Poczta Polska zarabia duże pieniądze na ulotkach wyborczych. Listonosze jednak nic z tego nie mają. Taki, który rozpoczyna pracę, dostaje 1150 złotych na rękę.
- Mnożą się napady na listonoszy – twierdzi Bartosz Kantorczyk. – Nic dziwnego, że ludzie wolą wyjechać za granicę niż pracować w takich warunkach. Nie pracujemy po 8 godzin dziennie. Często roznosimy przesyłki w bardzo późnych godzinach. Nikt nie płaci nam za nadgodziny. Kiedy zapytałem dyrekcję, czy im jest dobrze i ile zarabiają, to nikt mi nie odpowiedział. Oczywiście, że jest im lepiej niż nam.
Jeśli dzisiaj nie dojdzie do porozumienia pomiędzy protestującymi a dyrekcją poczty, może nas czekać całkowity paraliż Poczty Polskiej. Protest podejmą prawdopodobnie pracownicy urzędów pocztowych w całym województwie.
- Liczymy na to, że dojdzie jednak do porozumienia – twierdzi Jacek Przyborski, rzecznik Poczty Polskiej w Gdańsku. – Dyrekcja ma jak najżyczliwsze nastawienie do pracowników.

Poczta Polska zatrudnia ok 100 tys. osób, z tego 25 tys. to właśnie listonosze. Rocznie dostarczają oni ok 1,5 mld listów, a druków bezadresowych około 1 mld sztuk. Regulamin pracy dla pracowników zatrudnionych w eksploatacji, czyli listonoszy, przewiduje zastosowanie systemu równoważnych norm czasu pracy. Dobowy wymiar czasu pracy może być przedłużony w niektórych dniach do 12 godz., przy jednoczesnym skróceniem go w innych dniach. Jak twierdzą sami listonosze, często jest zupełnie inaczej.

Kodeks pracownika Poczty Polskiej to zbiór norm i wartości kształtujących kulturę przedsiębiorstwa. Możemy w nim przeczytać m.in. : Jestem ważny dla Poczty Polskiej. Moja praca jest potrzebna i ma wpływ na teraźniejszość i przyszłość Poczty Polskiej. Sukces Poczty Polskiej zależy również ode mnie. Mam prawo do szacunku. Wiem, że mogę wyrażać swoje opinie. Moje zdrowie i życie jest ważne dla Poczty Polskiej.

Autor artykułu: Robert Kiewlicz

Żółta kartka dla Prawa i Sprawiedliwości

November 14th, 2006

PO, według nieoficjalnych jeszcze wyników podawanych przez Państwową Komisję Wyborczą wygrała niedzielne wybory. Kandydaci na prezydentów tej partii osiągnęli też najlepsze wyniki w wielu największych miastach.

Liderzy Platformy mówią o żółtej kartce pokazanej PiS przez wyborców.
Wstępne wyniki do sejmików wojewódzkich PKW podała na podstawie informacji, jakie napłynęły z ponad 80 proc. obwodów wyborczych. Według tych danych w skali kraju PO zdobyła 27,6 proc. głosów, a PiS niecałe 25,4 proc. Lepiej dla PiS wypadają średnie wyniki wyborów do rad powiatów i gmin. Tu według cząstkowych wyników w kraju wygrało PiS. W powiatach uzyskuje nad PO 6 proc. przewagi, w gminach średnio niecałe 3 proc.
Platformę najbardziej cieszą jednak wyniki jej kandydatów na prezydentów największych miast, którzy wygrywali w pierwszej turze (jak Paweł Adamowicz w Gdańsku czy Ryszard Zembaczyński w Opolu) lub mają realna szansę na walkę w drugim głosowaniu 26 listopada. Ten drugi przypadek dotyczy przede wszystkim Warszawy gdzie Hanna Gronkiewicz-Waltz uzyskała wynik tylko nieznacznie gorszy od Kazimierza Marcinkiewicza. Dotyczy on też m.in. Białegostoku, Lublina, Łodzi, Poznania, Szczecina czy Zielonej Góry.
- To początek drogi, aby przekonać Polaków, że nie muszą być źle rządzeni – komentował już w niedzielę szef PO Donald Tusk.
Zdaniem Tuska w II turze kandydaci PO jest w wielu miejscach są zdecydowanymi faworytami.
- Tam gdzie kandydaci PiS ujawnili swój rodowód partyjny, dostali – z nielicznymi wyjątkami – żółtą kartkę – komentuje w rozmowie z nami pomorski europoseł PO Janusz Lewandowski. – To nie jest wynik motywacji socjalnej. Gospodarka ma się dobrze i dla ludzi rokuje to dobrze. Żółta kartka w mojej opinii dotyczy kultury politycznej PiS, jakości sprawowania rządów i zaprzepaszczenia przez ostatni rok realnej szansy na odnowę moralną w kraju.
Lewandowski ma obawy związane z wygraną PO.
- PiS w poczuciu swojej wydumanej misji traktuje jako przeszkody wszelkie instytucje, nad którymi nie ma kontroli – dodaje europoseł. – Oby ten wynik wyborów nie spowodował, że partia braci Kaczyńskich postanowi ograniczyć rolę samorządów w rządzeniu krajem.
Z tymi obawami nie do końca zgadza się kolega partyjny Lewandowskiego, wicemarszałek Sejmu Bronisław Komorowski.
- To co złego miało się zdarzyć w relacjach PiS-samorządy już się stało i gorzej być nie może – powiedział nam Komorowski.
Przyznaje jednak, że zakusy na ograniczenie samorządów są, czego przykładem jest przechodząca właśnie przez parlament ustawa dotycząca wykorzystania środków z Unii Europejskich w latach 2007-13. W myśl obecnie obowiązujących przepisów za tę dziedzinę odpowiadają w ogromnym stopniu marszałkowie województw. Projekt, firmowany przez rząd, przesuwa odpowiedzialność i strategiczne decyzję bardziej w gestię wojewodów. Środowiska samorządowe dość powszechnie ten projekt krytykują, określając go wręcz mianem bubla.
- Zobaczymy, jaki będzie ostateczny los tej ustawy. Niewątpliwie wyniki niedzielnych wyborów są dla PiS nauczką i porażką – uważa Bronisław Komorowski. – Mam nadzieję, że jednak w tej partii podziałają jak zimny prysznic i dojdzie do pewnego opamiętania jej liderów, jeśli chodzi o podejście do samorządów.

Autor artykułu: Michał Lewandowski