Coraz mniej dawców, coraz więcej oczekujących na przeszczep

November 21st, 2006

Osiemnastoletni, ciężko chory na wątrobę chłopiec otrzymał wczoraj szansę na życie, podarowaną przez 51-letnią kobietę z Wejherowa.

- Kobieta zmarła w niedzielę, jej bliscy zgodzili się, by została dawcą – mówi Anna Milecka, koordynator transplantacji w gdańskiej Akademii Medycznej. – Narządy pobrano w wejherowskim szpitalu. Wątroba poleciała do Szczecina, płucoserce do Zabrza, nerki przeszczepiono dwóm osobom w AMG, rogówkę otrzymają też pacjenci naszej akademii.
Kobieta była 79 w zgłoszonym tym roku dawcą z Pomorza. Jak już wczoraj pisaliśmy, mimo apeli lekarzy i hierarchów kościelnych, w ostatnich latach niepokojąco maleje liczba transplantacji w całej Polsce. W Gdańsku także. Na listach oczekujących znajduje się trzy razy więcej chorych, niż dawców! Są wprawdzie szpitale, jak np., w Elblągu, skąd do AMG dotarło aż 29 zgłoszeń (z tego narządy można było pobrać od 15 zmarłych), ale są też rejony, z których od lat nie zgłoszono ani jednego dawcy. Taki miejscem jest Słupsk.
- Nie wiem, dlaczego tak się dzieje – mówi Ryszard Stus, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Słupsku. – Nie zawsze jest to protest rodziny, czasem też zdarza się, że ze względu na przebyte choroby, nie można zakwalifikować osoby zmarłej jako dawcy przeszczepu. Mam nadzieję, że sytuacja ta zmieni się w przyszłości. Należy przede wszystkim sprawić, by przestał to być temat tabu. Trzeba o tym zacząć mówić jeszcze w szkole, podczas lekcji etyki i religii.
Transplantolodzy liczą na wsparcie kościoła. Z okazji Światowego Dnia Pamięci o Ofiarach Wypadków Drogowych, który przypadł w ostatnią niedzielę, duchowni zwrócili się do wszystkich biorących udział w akcjach ratowniczych na drogach, by uszanowali wolę osób, chcących przekazać swoje organy do transplantacji.

Autor artykułu: Dorota Abramowicz

Anna Dymna dogadała się z wojskiem

November 21st, 2006

Znana aktorka, Anna Dymna, która chce zbudować nad morzem w Lubiatowie w pow. wejherowskim ośrodek dla dzieci niepełnosprawnych na miejscu dawnej jednostki wojskowej, wreszcie porozumiała się z wojskiem.

Mimo że rok temu jej fundacja “Mimo Wszystko” otrzymała teren po zlikwidowanej jednostce, aktorka nie mogła nic z nim zrobić, bo był to obszar zamknięty o charakterze militarnym. Nie było go nawet na cywilnych mapach. Rok trwało załatwianie spraw z Ministerstwem Obrony, ale wreszcie udało się.
- Najważniejszy etap przygotowań do uruchomienia ośrodka mamy już za sobą, teraz przechodzimy przez kolejne biurokratyczne procedury – wyjaśnia Tomasz Gzowski, pełnomocnik zarządu fundacji “Mimo Wszystko”. – Obecnie naszym partnerem w rozmowach jest gmina Choczewo, na terenie której chcemy zlokalizować placówkę. Chodzi o to, by gmina jak najszybciej uchwaliła plan zagospodarowania przestrzennego dla tego terenu. Mamy obietnicę wójta, że jeśli nie zajdą żadne nieprzewidziane trudności, plan będzie gotowy w maju 2007 r. Wtedy przedstawimy konkretny projekt, wystąpimy o pozwolenie na budowę i rozpoczniemy prace. Jest jeszcze za wcześnie, by mówić o konkretach, czyli m.in. o tym, jak będzie wyglądał ośrodek.
Wiadomo już, że wszystkie budynki po wojsku, które mieszczą się na terenie przyszłego ośrodka, zostaną wyburzone. Zarząd fundacji zastanawiał się nad ich adaptacją, ale ekspertyza dotycząca stanu technicznego obiektów i kosztów związanych z przebudową dowiodła, że taniej będzie wybudować wszystko od nowa. Wyburzanie ma rozpocząć się już wiosną.
Równocześnie trwa pozyskiwanie pieniędzy na inwestycję. Fundacja prowadzi kampanie medialne, poszukuje sponsorów, ma też zamiar starać się o fundusze unijne na budowę ośrodka

Autor artykułu: JOANNA KIELAS

Festiwal literacki – Pora Kryminału. Spotkanie z Markiem Krajewskim

November 20th, 2006

O zbrodni, Wrocławiu i kilku innych sprawach

- Ogromnie cenię sobie sugestie czytelników. Na przykład po ukazaniu się “Widm w mieście Breslau” zabrał głos jeden ze znakomitych historyków wojskowości i zasugerował mi osadzenie powieści w realiach oblężenia Wrocławia przez Rosjan w 1945 r. W ten sposób zainspirował mnie do napisania “Festung Breslau”. Istnieje doskonała, wielotomowa dokumentacja, w której oblężenie jest opisane dosłownie godzina po godzinie. Dla pisarza, który stara się dokładnie, fotograficznie przedstawiać realia, było to źródło bezcenne. To wszystko zawdzięczam jednej wypowiedzi na spotkaniu autorskim.
- Moje miasto mnie fascynuje, ale jest jeszcze kilka, w których chciałbym umieścić akcję moich powieści. Nie cierpię na brak pomysłów, ale muszę mieć czas na napisanie tych książek. Niestety, nie planuję napisania niczego o Nowej Hucie, co sugerował mi Marcin Świetlicki. Po prostu nigdy tam nie byłem i nie znam ducha tego miasta. Może z czasem?
We Wrocławiu pociąga mnie to ukryte niemieckie dziedzictwo. Jeszcze w kilka lat po wojnie mieszkało tam kilkadziesiąt tysięcy Niemców, z czasem wyjechali, ale ślady pozostały. Postanowiłem odtworzyć to, co było wcześniej. Jak najbardziej zajmująco i najbardziej szczegółowo. Wizualnie, smakowo, zapachowo.
- Komisarz Eberhard Mock miał być bohaterem tylko jednej powieści. Swoją pierwszą książkę, “Śmierć w Breslau” napisałem w tragicznym dla Wrocławia okresie letniej powodzi w 1997 r. Był to także bardzo trudny okres dla debiutantów literackich. Czekałem dwa lata na decyzję wydawcy, w końcu nastąpił ten wspaniały dzień, gdy zobaczyłem swoje pierwsze lietrackie dziecko. Stałem się dość znany we Wrocławiu po tej książce i pojawiły się luźne plany sfilmowania tej powieści. Czułem się jak na skrzydłach i zacząłem się przygotowywać do pisania następnej powieści. Czy cykl jest zamknięty po czterech tomach, jak zapowiadałem? Nie wiem, rynek książki ma swoje prawa i nie wykluczam powrotu Mocka.
- W “Widmach w mieście Breslau”, drugiej książce serii jest klamra, która opisuje Mocka na łożu śmierci w USA w 1960 r. Komisarz spowiada się swojemu przyjacielowi Anwaldowi, którego kiedyś skrzywdził. Podkreślam jednak, że nie pokazałem śmierci Mocka, zostawiłem furtkę.
- Początkowe plany były bardzo ambitne, adaptację “Śmierci” miał nakręcić Filip Bajon z udziałem Klausa Marii Brandauera w roli Mocka. Niestety te plany się rozmyły. Teraz powstał pomysł ekranizacji wszystkich czterech części w jednym filmie. Znów ma to być międzynarodowa koprodukcja. Do głównej roli jest planowany zagraniczny aktor, który jest bardzo znany i bardzo podoba się paniom. Kto wyreżyseruje? Obowiązuje mnie tajemnica, osobiście mogę powiedzieć tylko, że wysoko cenię to, co robi Patryk Vega. W roli Mocka byłby idealny Janusz Gajos, ale nie udało się zgrać terminów.

Marek Krajewski (ur. w 1966 r.), filolog klasyczny z Uniwersytetu Wrocławskiego i autor czterech powieści kryminalnych, odwiedził Trójmiasto w miniony czwartek. Uczestniczył w festiwalu literackim Pora Kryminału.

Autor artykułu: Tomasz Rozwadowski

60 lat teatru Wybrzeże

November 20th, 2006

Teatr Wybrzeże oficjalnie zainaugurował swoją działalność w Gdyni 20 listopada 1946 roku prapremierą sztuki Tadeusza Gajcego “Homer i Orchidea”

- W teatrze za dyrekcji Iwo Galla nie było inspicjenta, maszynistów sceny, ani suflera, jeśli ktoś z nas miał niedużą rolę, podpowiadał kolegom – wspomina Zbigniew Gawroński, słuchacz Studio Iwo Galla, jeden z pierwszych aktorów teatru Wybrzeże, wszedł do zespołu w 1947 roku.
- Próby czytane prowadził zwykle asystent – pamięta 80 – letni aktor. – Gall siedział wtedy w pierwszym rzędzie, zamyślony, jakby nieobecny. Zespół był młody. Mimo to Gall dawał aktorom wielką swobodę. Nie ingerował. Pytaliśmy więc kolegów: słuchaj, a jak ty myślisz, co teraz mam zrobić, jak zagrać. W ten sposób rodziło się przedstawienie. Dopiero gdy Galla coś wyjątkowo zainteresowało zdejmował marynarkę, zakasywał rękawy, wchodził na scenę i zaczynał coś opowiadać, pozornie nie związanego ze sceną. A opowiadał tak wspaniale, że dopiero, gdy kończył, orientowaliśmy się, że to ma nas wprowadzić w nastrój sztuki. Kiedy już ustawiliśmy sobie role, dopiero zaczynał je “szlifować”. I wychodziły z tego znakomie przedstawienia!
Po wojnie, w sierpniu 1945, staraniem Zarządu Miejskiego i aktorów powstał w Gdyni Teatr Miejski “Komedia”.
Rok później dyrekcję Teatru Miejskiego, który zmienił nazwę z “Komedii” na “Wybrzeże”, objął wybitny reżyser i scenograf Iwo Gall. Uroczystą inauguracją stała się 20 listopada 1946 roku prapremiera sztuki Tadeusza Gajcego “Homer i Orchidea”.
Recenzent “Dziennika Bałtyckiego” Edmund Misiołek pisał wówczas o spektaklu: “Pusty wysoki brzeg morski” z sylwetką oliwki w pierwszej odsłonie, w połączeniu z horyzontem, subtelnie naświetlonym, wyczarował wrażenie powietrzności (…). We wnętrzu świątyni Apollina linia białych kolumn doryckich prowadziła po przekątnej sceny ku w głębokim tonie utrzymanemu tłu z posągiem Apollina”.
Misiołek chwalił reżyserię, scenografię, muzykę a zwłaszcza zespół aktorski, który “Przepięknie, nie tylko z ekspresją wypowiada poetyckie słowo – jest to rzadkość w Polsce. Ale nic dziwnego, wszak na scenie byli wówczas: Bronisław Pawlik, Ludwik Benoit, Natalia Gołębska, Witold Kałuski i inni znakomici aktorzy. W rólkach rybaków i rybaczek pojawiły się słuchaczki Studio Galla: Barbara Krafftówna i Renata Kossobudzka.
Prapremiera odbyła się w budynku teatralnym przy Placu Grunwaldzkim. Teatr przypominał wielką stodołę i stąd też Stodołą był nazywany.

Autor artykułu: GRAŻYNA ANTONIEWICZ

Matka dzieciom zgotowała gehennę

November 20th, 2006

Przed gdańskim sądem kończy się proces kobiety oraz jej dwóch kompanów oskarżonych o gwałty ze szczególnym okrucieństwem na trójce małych dzieci tej pierwszej. Grozi im do 15 lat więzienia.

W procesie przesłuchano już ponad 20 świadków oraz blisko 10 biegłych: psychologów, psychiatrów, seksuologa, a nawet ginekologa. Sąd Okręgowy w Gdańsku czeka jeszcze na jedną opinię psychologiczną na temat pokrzywdzonych dzieci. Kiedy ta wpłynie, wyrok będzie kwestią kolejnych dni. Na ławie oskarżonych siedzą: 37-letnia Anna P., jej konkubent 36-letni Jacek B. oraz 35-letni Zbigniew Sz.
Pierwotnie, proces toczył się w oddziale zamiejscowym gdańskiego sądu rejonowego w Pruszczu Gd. Sprawę przeniesiono jednak do Sądu Okręgowego.
Powód – od września 2005 r. gwałt ze szczególnym okrucieństwem uznawany jest za zbrodnię, a taką może się zająć tylko sąd wyższej instancji.
Proces rozpoczął się 3 lutego br. Po odczytaniu zarzutów został utajniony m.in. ze względu na dobro pokrzywdzonych dzieci – do dzisiaj nikt z postronnych osób nie może go śledzić.
Trójka oskarżonych od początku 2004 r. przebywa w aresztach.
Według śledczych, mieszkanka Pruszcza Gdańskiego, Anna P. za alkohol i
pieniądze pozwalała mężczyznom gwałcić swoje dzieci. Gehenna dwóch
dziewczynek – mają dzisiaj 10 i 15 lat – oraz 9-letniego chłopca, trwała od początku 2002 r. i trwała rok. Odebrano je matce alkoholiczce, ale wówczas o gwałtach nic nie wiedziano. Dzieci trafiły do
pogotowia opiekuńczego, później dwoje do rodzin zastępczych, a jedno pod opiekę ojca. Nowi opiekunowie zauważyli nietypowe zachowania rodzeństwa. Przesłuchano je w obecności psychologa, który uznał ich zeznania za wiarygodne.

Autor artykułu: Darek Janowski

Autobus przewożący dzieci zsunął się z drogi

November 18th, 2006

Osiemnaście osób, w tym szesnaścioro dzieci, zostało poszkodowanych w wypadku autobusu, do którego doszło w piątek ok. godz. 16 w Granicznej Wsi w gm. Trąbki Wielkie.

- Czterdzieścioro dzieci w wieku 8-15 lat, podopiecznych świetlicy przy parafii pw. św. Michała w Skarszewach, jechało na wycieczkę do sopockiego Aquaparku. Podróżowały autosanem, należącym do skarszewskiego Urzędu Gminy. Między Cząstkowem a Graniczną Wsią, gdy mijali jadącego z naprzeciwka tira, autobus zsunął się nagle na pobocze i otarł prawym bokiem o drzewo – wyjaśnia Jan Heś z Komendy Powiatowej Policji w Pruszczu Gdańskim. Kierowca stracił panowanie nad pojazdem. Autosan zjechał na lewe pobocze, wypadł z jezdni i zatrzymał się na przydrożnej skarpie, tuż przed słupem energetycznym.
Dzieci poszkodowane w wypadku oraz dwoje opiekunów przewieziono do Szpitala Wojewódzkiego w Gdańsku. Badano ich do późnego wieczora. Do godz. 19 dwoje dzieci udało się przebadać. Oboje wypisano do domu. Wstępne oględziny lekarskie pozostałych poszkodowanych wskazywały, że także oni doznali tylko potłuczeń lub odnieśli niegroźne powierzchowne ran. Prawdopodobnie dwoje dzieci w wieku 10 i 12 lat, które oprócz ogólnych stłuczeń doznały urazów głowy, będzie musiało pozostać tej nocy na obserwacji.
- W miejscu, w którym doszło do wypadku droga jest bardzo wąska, a tuż przy jezdni rosną drzewa – mówi Jan Heś. – Za wcześnie, by mówić, kto zawinił. Przyczyny zdarzenia ustalą biegli. Badanie alkotestem potwierdziło, że kierowca autobusu był trzeźwy.

Autor artykułu: (AS, AMK)

Wybudowano już pierwszy pas najdłuższego wiaduktu na A-1

November 18th, 2006

Zakończona została budowa konstrukcji jednego z pasa wiaduktu autostradowego w okolicy Goszyna, w gm. Tczew. Jest on najdłuższym obiektem mostowym na realizowanym 90-kilometrowym odcinku A-1.

Prace budowlane trwały ponad rok. Druga nitka estakady powinna zostać ukończona w kwietniu przyszłego roku. Sam wiadukt ma być gotowy do lipca następnego roku. – Przebiega on nad drogą Swarożyn – Turze oraz nad doliną rzeki Szpęgawa i lasami – mówi Ewa Łydkowska, rzecznik prasowy Gdańsk Transport Company, firmy, która ma koncesję na budowę autostrady A-1. – Ze względu na wyjątkowe walory przyrodnicze miejsca zainstalowano urządzenia zapobiegające spływaniu do rzeki, wraz z opadami deszczu, substancji ropopochodnych z jezdni.
Prace przy konstrukcji mostu rozpoczęły się w październiku ub.r. Wczoraj, po 395 dniach, przystąpiono do ostatniego etapu zakończenia budowy pierwszej nitki wiaduktu autostrady A-1.
- Płyta tego wiaduktu wykonywana jest metodą nasuwu – wyjaśniał Jarosław Wójcikowski ze Skanskiej NDI. – Poszczególne odcinki powstają w specjalnej wytwórni zainstalowanej na jednym z końców mostu. Cykl betonowania poszczególnych segmentów o długości od 12,5 do 22,5 metra trwa siedem dni. Obrazowo rzecz ujmując to taka metoda “małych kroczków”. Konstrukcja formy podparta jest na specjalnych urządzeniach. Najpierw zostaje ona opuszczona o 21 cm, a potem “skokami” po 30 cm przesuwana na łożyskach.
Zaraz po zakończeniu prac urządzenia przetransportowane zostaną na następny odcinek. – Całą załogę, która w Goszynie zbierała doświadczenia również zabieramy z sobą – mówi Jarosław Wójcikowski. – W trakcie mrozów nie mogą być prowadzone prace betoniarskie. Dlatego powstanie specjalna ogrzewana hala z przewiewnym, rozsuwanym dachem.

Autor artykułu: Krystyna Paszkowska

Pruszcz Gd. Student opuścił koszary

November 18th, 2006

Bartłomiej Cysewski, student Politechniki Gdańskiej, przetrzymywany w wojsku mimo wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego został wczoraj w trybie natychmiastowym zwolniony do cywila. To skutek interwencji naszej gazety w Ministerstwie Obrony Narodowej i Sztabie Generalnym Wojska Polskiego.

- To wspaniała chwila – student zadzwonił do nas zaraz po opuszczeniu koszar. – Przez ostatnie miesiące już straciłem nadzieję, że uda mi się wrócić w tym roku na studia i do pracy. Ciągle słyszałem, że muszę czekać na decyzję samego ministra obrony narodowej. Dopiero dzięki wam wszystko potoczyło się błyskawicznie.
Historię studenta opisujemy od czwartku. Cysewski jest na czwartym roku wieczorowej informatyki. Po zgubieniu indeksu został na krótko skreślony z listy studentów. Mimo ponownego wpisania na listę, zmobilizowano go przed trzema miesiącami. Sąd w październiku uchylił decyzję o powołaniu studenta, ale Wojewódzki Sztab Wojskowy uznał, że tylko minister Radek Sikorski może wypuścić informatyka do cywila. Dopiero po zaalarmowaniu Sztabu Generalnego WP, gdańscy wojskowi zmienili zdanie.

Autor artykułu: (DJA)

Po wyborach. Paweł Adamowicz z nowymi współpracownikami

November 17th, 2006

Nie zmienia się wygrywającej drużyny. Tej maksymy trzymać się będą zarówno prezydent Gdyni Wojciech Szczurek jak i prezydent Sopotu Jacek Karnowski. Ich zastępcy mogą być pewni ponownego powołania. Zmiany szykują się natomiast w otoczeniu prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza.

Prezydent grodu nad Motławą miał dotychczas czterech zastępców: ds. rozwoju przestrzennego Wiesława Bielawskiego, ds. gospodarczych Marcina Szpaka, ds. polityki społecznej Katarzynę Hall oraz ds. gospodarki komunalnej Szczepana Lewnę. O tym, kto przez najbliższe cztery lata piastować będzie funkcję wiceprezydenta Paweł Adamowicz poinformuje pod koniec listopada. Już dziś nie ustają jednak spekulacje kto pozostanie w jego najbliższym gronie. Niezagrożone są notowania Wiesława Bielawskiego Katarzyny Hall i Marcina Szpaka. Nie wiadomo tylko, czy ten ostatni ponownie zdecyduje się na stanowisko wiceprezydenta.
- Jest cenionym fachowcem. W prywatnej firmie mógłby zarabiać kilka razy więcej – usłyszeliśmy od jednego z urzędników.
Sam Marcin Szpak nie chciał nam powiedzieć jak zareaguje na propozycję Pawła Adamowicza.
- Na to jeszcze za wcześnie – skwitował krótko.
W drużynie gdańskiego prezydenta zabraknie prawdopodobnie Szczepana Lewny. W kuluarach mówi się, że wiceprezydent, skazany za tzw. przestępstwo urzędnicze (od którego to wyroku złożył odwołanie) sam uznał, że nie chce już pełnić funkcji publicznej.
@Tekst:W Gdańsku nie ma także jasności, kto zostanie przewodniczącym Rady Miasta. I choć wielu rajców wskazuje, że powinien nim ponownie zostać Bogdan Oleszek, już dziś wiadomo, że do funkcji tej aspiruje Maciej Lisicki, szef klubu PO w ubiegłej kadencji. Nie wiadomo także, ile miejsc w czteroosobowym prezydium rady PO odda opozycyjnemu PiS. Pomorski poseł PiS Jacek Kurski wyznał, że dla swoich kolegów oczekuje dwóch wiceprzewodniczących rady.
@Tekst:- Moim zdaniem powinno to być jedno stanowisko – zdradził Paweł Adamowicz, szef PO w Gdańsku. – Jednak wszystko okaże się już na pierwszej sesji, która odbędzie się jeszcze w listopadzie.

Autor artykułu: Magdalena Rusakiewicz

Piłka nożna. Brda na fali, Czarni pod wiatr

November 17th, 2006

Po niezbyt udanych ostatnio spotkaniach Brda wysoko pokonała na własnym boisku Orła Trąbki Wielkie 5:2. Tym razem kibice nie mogli narzekać na brak bramek, zwłaszcza w drugiej połowie i akcji oskrzydlających w wykonaniu obu zespołów.
Pierwsze minuty meczu nie zapowiadały festiwalu strzeleckiego w wykonaniu gospodarzy. Po dwóch bramkach strzelonych w krótkim odstępie czasu przez Króla i D. Szopińskiego zespół Brdy dostał tzw. gola do szatni w 44? minucie spotkania. Drużyna z Trąbek okazała się bardzo wymagającym przeciwnikiem grającym na granicy faulu. Obrońcy Brdy mieli pełne ręce roboty od agresywnie wchodzących napastników Orła. Tak naprawdę gra ruszyła po bramce Klimowicza w 61?, a 10 minut później na listę strzelców wpisał się Kwietniewski. Zespół Orła odpowiedział bramką na 4:2, a kropkę nad i postawił Wasiniewski, który po zmianie z Klimowiczem po pięciu minutach ustalił wynik na 5:2.
Nie udała się za to piłkarzom Czarnych Czarne wyprawa do Mrzezina na mecz z miejscowym Startem. Wprawdzie podopieczni Jerzego Maracha nieźle radzili sobie w pierwszej części spotkania, a Remieniewicz na początku drugiej objął prowadzenie dla gości, ale w 58 minucie rozwiązał się worek z bramkami dla Startu.
- Ta sześćdziesiąta minuta jest dla nas w ostatnim czasie niezwykle pechowa – mówi trener Marach. – Podobnie było w spotkaniach z Bałtykiem i Orkanem Rumia. Nasi piłkarze nie wytrzymują kondycyjnie. Powodem jest to, że z różnych przyczyn nie pojawiają się na treningach. Mają kłopoty chociażby ze zwolnieniami z pracy – to odbija się na wynikach drużyny.
Według trenera żadnego wpływu na 5 straconych bramek nie miał Piotr Nowicki, goolkiper Czarnych.
- Bronił bardzo dobrze i przy żadnej z bramek nie miał szans na obronę – twierdzi Jerzy Marach. – Piłkarze Startu w drugiej połowie grali z wiatrem. Poza tym kilka szkolnych błędów popełnili obrońcy.
W najbliższą sobotę Czarni wyjeżdżają do Przechlewa na spotkanie z Brdą.

Autor artykułu: PIF